Spławik

Live Chat

Ostatni wpis: 1 rok, 3 miesiecy temu
  • davedesign : Siema Bosmanie :)(
  • Bosman : Siemano Tubiski
  • piform : Hej TUBISIAKI :)
  • Krystian Śliwiński : cieszę się, że mogę dołączyć do tak zacnego klubu, pozdrawiam wszystkich Krystian
  • Krystian Śliwiński : Witam wszystkich kolegów
  • kropek : Siemanko Marcinku. generalnie to już dołączyłeś :)Witamy w naszym gronie i jak to mawia "klasyk" ...teraz to dopiero będzie powrót Jedi.... :)
  • Marcin : Dzień dobry Tubiski ;) w przyszłym roku, będę miał przyjemność dołączyć to grona wariatów !!!
  • kropek : Oj całkiem Tomaszu zapomniałem o tym :)
  • tom wideł : Osiągnięcia Panie Prezesie zatrzymały się cuś w czasie....:):):) Aktualizuj, aktualizuj...... Oczywiście w ramach czasu, którego wiem, że nie masz.....:):):)
  • Piotr Badełek : No koledzy, wstyd żeby na GPP Tubisa reprezentowała tak nieliczna ekipa, w tym jeden z najmłodszych stażem i najmniej doświadczonych w surfie zawodników. Mam nadzieję, że na Leszczu Orzechowa będzie lepiej.

Tylko zarejestrowani uzytkownicy mogą pisać

Licznik

Dzisiaj:20
Tydzień:86
Miesiąc:397
Od początku:34632

Obecnie na stronie jest 94 gości, brak użytkowników online

 

wexford2016W sobotę 19 listopada 2016r., Mistrzostwa Świata w wędkarstwie plażowym przeszły do historii. Historii światowego oraz polskiego surfcastingu.
Po raz pierwszy w historii, Polska reprezentacja narodowa, miała szansę uczestniczyć w tak ogromnej imprezie i zmierzyć się z najlepszymi zespołami Starego Kontynentu, członkami FIPS-M (Fédération Internationale de Pêche Sportive - Mer).  Mistrzostwa świata rozegrano w terminie 12-19 Listopada, na południowo wschodnich plażach okręgu Wexford w Irlandii. W jednym z najpiękniejszych i najatrakcyjniejszych rejonów wędkarstwa plażowego i morskiego w Europie. Pięć plaż - z dwunastu wyselekcjonowanych pierwotnie przez organizatorów - było areną bardzo wyrównanej rywalizacji wędkarskiej- 18 męskich zespołów oraz 11 żeńskich ekip.


Mistrzostwa świata, dały szansę polskiej reprezentacji, na zmierzenie się z najlepszymi zespołami świata, wymianę doświadczeń, nawiązanie nowych kontaktów, naukę oraz ogromną masę spostrzeżeń, które przywieźliśmy do Polski.
Czas spędzony na treningach i rywalizacji na plażach Wexford, dał obraz miejsca naszego sportu plażowego na świecie.
Trzeba jasno powiedzieć, że nikt z trzeźwo myślących nie spodziewał się, że jedziemy na mistrzostwa świata po wygraną. Tym bardziej, że jako zespół narodowy, nie posiadaliśmy wcześniejszych doświadczeń z tak wielkich imprez. Także w porównaniu z innymi nacjami, historia naszego wędkarstwa plażowego, jest dosyć krótka.
Nie wpłynęło to oczywiście, w żaden negatywny sposób na postawę naszego zespołu, bowiem każdy dał z siebie wszystko to, co najlepsze.
Tempo zawodów, koordynacja, logistyka, ogromy wysiłek, stres oraz codzienne „odrabianie lekcji” wędkarskiej, dało się odczuć po każdej turze zawodów. Nikt nie narzekał, każdy zaciskał zęby żeby wynik końcowy był jak najlepszy. Z dnia na dzień, cały zespól robił coraz większe postępy. Nie dość powiedzieć, że czwarty dzień rywalizacji, to najlepsze 13 miejsce w dziennej „generalce”.
Mistrzostwa Świata zakończyliśmy na 16 miejscu, pokonując w rywalizacji Greków i Cypryjczyków. Ktoś może powiedzieć, że to mało. Liczyliśmy na więcej.  Oczywiście każde wyższe miejsce, było by sukcesem. Ale nie bójmy się powiedzieć, że 16 miejsce to sukces nas wszystkich. Tak samo, jak już samym sukcesem jest, historyczna obecność polskiego zespołu na tej zaszczytnej imprezie.
Dla porównania wyników sportowych możemy spojrzeć na rezultaty tych, których stawiamy sobie zawsze za wzór wędkarstwa, od których uczymy się plażowego rzemiosła- Niemców. Zakończyli rywalizację na..12 miejscu- mając do dyspozycji od 1 do 2 tygodni treningu przed zawodami na plażach Wexford. My z wiadomych przyczyn, pojechaliśmy na mistrzostwa „z marszu”.
Zeszłoroczni mistrzowie świata Belgowie- zakończyli finalnie rywalizację bezpośrednio przed nami. Za to Holendrzy, który zakończyli pierwszy i drugi dzień zawodów na zaszczytnym drugim i czwartym miejscu, w następnych dniach byli za nami odpowiednio na 16 i 17 pozycji. Czy potrzeba więcej, aby zobrazować, iż rywalizacja była bardzo zacięta, a często o punktach decydowała jedna ryba?
Stanowiska – zwłaszcza w 3 i 4 turze - były bardzo nierówne i jak zwykle trzeba było mieć trochę szczęścia w losowaniu. Nie wszystkim niestety, ono dopisało.
O takim a nie innym wyniku Polskiej ekipy, zadecydował głownie pierwszy dzień, który zakończyliśmy na ostatniej pozycji. Potem bardzo ciężko było odbudować, stracone z pierwszego dnia punkty.
Na koniec, należy dodać bardzo istotny fakt. Większość poławianych na mistrzostwach ryb, to ryby 15 centymetrowe - fląderki i witlinki. Nawet w najczarniejszym scenariuszu, nie można było się spodziewać przed zawodami, że będziemy poławiać mikro-ryby za pomocą mikro zestawów na żyłce 0.22. W odległości…1-5 metrów od brzegu w ciągu dnia! Oczywiście to nie jedyna reguła, ale tak generalnie można to określić.
Brak naszego doświadczenia – w pewnym sensie- spowodował, iż w pierwszej rundzie daliśmy się zaskoczyć a „odrabianie” wędkarskiej lekcji trwało o jeden dzień dłużej.  

A teraz po kolei – trochę detali z życia polskiej ekipy i gorącej rywalizacji.
Dzień pierwszy – piątek, 11 listopad
Dublin wczesnym popołudniem 11 listopada przywitał nas chłodem, deszczem i pochmurną pogodą. Wieczorem meldujemy się w naszej bazie Millnock zlokalizowanej około 15 km na południe od Wexford.  Na miejscu samochodem z Polski przybyli już nasi koledzy z całym sprzętem. Odprawa z nakreśleniem strategii połowów i planów na kolejny dzień.
Dzień drugi - sobota, 12 listopad
Rano wczesna pobudka i jedziemy na krótki, nieoficjalny trening, przed odprawą kapitanów planowaną na 11:30. Udajemy się na plażę Rostoontown, położoną zaledwie kilka kilometrów od naszej bazy. Towarzyszy nam piękna słoneczna pogoda i poranna temperatura około 11 stopni. Na plaży czuć potęgę oceanu. Wielkie, około 2 metrowe fale, uderzają tuż przy samym brzegu. Szybki montaż wędek i zestawów. Rzuty. Padają pierwsze ryby- bas, flądra. Jest dobrze! Spore ryby! Po 2 godzinach szybko pakujemy sprzęt i jedziemy do Wexford. Czeka nas rejestracja zawodników, odprawa kapitanów oraz wizyta w nieźle zaopatrzonym sklepie wędkarskim w hotelu Clayton, który jest siedzibą zawodów oraz wszystkich ekip i organizatorów.
Na godzinę 15:30 planowane jest oficjalne rozpoczęcie Mistrzostw Świata. Po obiedzie w bazie, przebieramy się w reprezentacyjne stroje i jedziemy do Wexford na oficjalną paradę i ceremonię otwarcia. Wszystkie zespoły w narodowych strojach paradują z flagami w centrum miasta. Okazuje się, że dla takiego miasta, to wielkie wydarzenie. Spore rzesze ludzi wita i pozdrawia zawodników. Tego nie da się zapomnieć! Po przemarszu przez centrum miasta i deptak przy nabrzeżu, docieramy do opery w Wexford. Na wejściu, każdego z zawodników, osobiście wita sam burmistrz miasta. Zajmujemy swoje miejsca, na wypełnionej po brzegi sali w operze. Powitań i ceremonii otwarcia ciąg dalszy. Gospodarze prezentują wszystkie zespoły. Każdy team wychodzi po kolei na scenę. Łza się w oku kręci! Śpiewamy polski hymn i w burzy oklasków schodzimy ze sceny. Organizatorzy podkreślają, że udział Polaków odbywa się pierwszy raz w historii organizacji Mistrzostw.
Na koniec ceremonii występy artystyczne dzieci z klasycznej, irlandzkiej szkoły tańca oraz wspaniały występ zespołu muzyki irlandzkiej.
O godzinie 20, pojawiamy się na oficjalnym obiedzie w hotelu Clayton.
Późnym wieczorem, prosto z hotelu, jedziemy na nocny trening na plażę Curracloe, która jest planowanym miejscem rywalizacji w poniedziałek. Mimo silnego odpływu, ryby współpracują całkiem nieźle. Masa brań drobnych witlinków, przy fantastycznej nocnej pogodzie. Zaskakuje szczególnie agresywność pobierania przynęty oraz wielkość ryb. Łowimy głownie na tzw: ragi i tubisy.
Do bazy wracamy w środku nocy. Trzeba się przespać parę godzin i przygotować się mentalnie na jutrzejszy, oficjalny trening. Trener podejmuje decyzję, o finalnym składzie kadry na trening.
Dzień trzeci - niedziela, 13 listopad
Od rana wyczuwa się napięta atmosferę. Każdy sprzętowo i mentalnie przygotowuje się do oficjalnej sesji treningowej, planowanej na godzinę 12-16. Rano odbieramy przynęty. Typowy zestaw dla każdego zawodnika to: paczka ragów, 2 wąskie paczki mrożonych lagów, 3 paczki tubisów i 2 mrożone makrele. To wszystko. Nic więcej. Trzeba się „rządzić” z pomysłem, tym bardziej, że jak się później okazuje, ragi nie zawsze wyglądały dobrze, a w przebiegu zawodów okazały się kluczową przynętą.
Trening odbywa się na plaży Morriscastle, oddalonej 31 km na północ od Wexford. Niezła pogoda- lekki wiatr, ciepło- około 13 stopni. Zaczynamy łowić na maksymalnej fali odpływu. Wody będzie w trakcie łowienia przybywać, bo maksymalna fala pływu przypada na 17.50. Zgodnie z przepisami FIPS-M, używamy tylko jednej wędki. Reszta wędek w zapasie za stanowiskiem. Wędki w zapasie mogą być uzbrojone tylko w kołowrotki. Stanowiska, co 20 metrów.  Zdajemy sobie sprawę, że może być „ciekawie”. 20 metrów to nie to, do czego przywykliśmy.  W sumie nie było źle i podsumowując wszystkie dni zawodów tylko „angole” się nie popisali. Wyjątkowy brak kultury i cwaniactwo wędkarskie. Są fachowcami od plątania zestawów i puszczania za lekkich ciężarków z kolcami w dryf. Dostaje informację z innych sektorów, że inni mają te same problemy z anglikami. Zdobycie ryby ponad wszystko!
To, czego osobiście doświadczyliśmy podczas tych 4 godzin treningu...to był totalny RESET naszego wędkarstwa plażowego. I nie chodzi o to, że generalnie trening to była zespołowa „gra pozorów”, podczas której wszyscy ukrywali skrzętnie to, co mieli do ukrycia, bowiem spodziewaliśmy się, że większość reprezentacji „odpali” dopiero dnia następnego.
Reset, to całkowite przeorganizowanie myślenia o tym jak złapać rybę, na jaki zestaw i jaką przynęta, gdy wszystkie metody zawodzą, a wszyscy dookoła ryby łowią.  Dodatkowo dochodzi umiejętność czytania wody na pływach morza i umiejętność lokalizacji ryb w terenie i warunkach, których wcześniej nie doświadczyliśmy.
Za przykład niech posłuży następujący przykład.
Niemiec po mojej lewej stronie łowi 15 centymetrowe lub mniejsze witlinki 130 metrów od brzegu. Szkot po mojej prawej stronie, „ciapie” zestaw 1.5 metra od brzegu! O ile taktyka Niemca była całkowicie zrozumiała patrząc na ukształtowanie fal, i co za tym idzie spodziewaną specyfikę dna oraz porę dnia. O tyle taktyka Szkota była zastanawiająca. Co ona robi!? O ile Niemca można zrozumieć, to „ciapania” Szkota zestawem bezpośrednio pod moje nogi, nie za bardzo- zwłaszcza za dnia na totalnej płyciźnie.  Za chwilę wszytko się wyjaśnia. Widzę, że Szkotowi idzie lepiej niż Niemcowi. Szkot wyłuskuje mikro-fląderkę za fląderką. Niemiec się „gotuje”. Łapie głownie niewymiary.  Szkot ma jednak więcej miarowych ryb. Ryb to powiedzieć dużo. RYBEK albo rybeczek - to jest idealne stwierdzenie. Podglądam bacznie jednego i drugiego. Do 130-150 metra nie dorzucę. Półkę z piasku mam o jakieś 20-30 metrów dalej od Niemca. Szkoda się siłować. Przewiązuję zestawy i idę w kierunku taktyki Szkota. Rzucam- cisza. Wychodzę z siebie - nic nie działa. Jeden, drugi, piaty dziesiąty zestaw. Nic. Godzina, dwie. Nic nie działa. Wreszcie trafiam. Wreszcie ryba. Jedna, druga, bass, flądra. Niby lepiej, ale wokół łowią więcej. Pytanie za pytaniem. Nikt nie łowi z użyciem jakichkolwiek kulek. Tylko “czyste” zestawy- klasyka: 3 troki boczne zgodnie z przepisami FIPS-M. Decyduję, że wszystkie „cholerne kulki” wysyłam pocztą dzisiaj do Polski. Koniec sesji treningowej. Jest słabo. Niedosyt pozostał. Plus mnóstwo pytań bez odpowiedzi.
Wieczorem pełna, wspólna analiza. Widać, że takie problemy jak ja, mieli wszyscy polscy zawodnicy. Ustalamy strategię na pierwszy dzień zawodów. Wyciągamy wnioski z treningu. Jesteśmy na ostatnim miejscu. Coś nie zagrało. Wydaje nam się, że wiemy, co.
Dzień czwarty – poniedziałek, 14 listopad
Od rana szał wiązania nowych zestawów. Delikatniej. Bez ozdobników. Mniejsze haczyki. Już po treningu widać, że nie będzie tu dużych ryb. Wiedzieliśmy, że nie będzie tu dużych ryb. Ale z tego co widać szykują nam się zawody na rybach „akwariowych”. Pod koniec dnia jesteśmy w pełni przygotowani. Mieliśmy trochę czasu, bo pierwsza sesja zaczyna się o 20 i potrwa do północy. Jesteśmy- wydaje się- bogatsi o doświadczenia z wcześniejszych dni. Będzie dobrze! Łowimy na odpływie na plaży Curracloe. Na tej samej, na której mieliśmy nocny trening 2 dni wcześniej.
Łapanie w ciemności na odpływie, to niezła orka. Trzeba być super mobilnym i mieć super koordynację na stanowisku. Nie mówiąc o kondycji. Dobra kondycja to podstawa! Musisz mieć na stanowisku tylko niezbędne rzeczy. Minimalną liczbę zestawów. Jeden błąd i leżysz. Co chwila trzeba przenosić stanowisko kilka metrów niżej. Morze ucieka, a twój stolik, trójnóg i zestaw z przyponami musi być przy tobie. Zagap się na chwilę, a jesteś w czarnej dupie. Cała sesja weryfikuje nasze oczekiwania. Witlinki dzisiaj biorą nadzwyczaj delikatnie i ostrożnie. Trochę więcej flądry. Niby każdy z nas łowi po kilka bądź więcej ryb, ale okazuje się to za mało. Trzech z nas 15 miejsce w sektorze, 1 -16 a 1 -18. W sumie ostatnia pozycja. W nocy powrót i dalszy ciąg wyciągania wniosków. Trener podejmuje decyzję o zmianie jednego zawodnika w zespole.
Dzień piąty- wtorek, 15 listopad
Dzisiaj zaczynamy sesję wcześniej. Zawody przeniesione z plaży Rostoontown na plażę Ballyhealy położonej 21 km na północ od Wexford. Zaczynamy o 16. Łowimy do 20. Piękna pogoda. Lekki wiatr. Brak jakiegokolwiek uciągu. Tak jak we wszystkie wcześniejsze dni, łowimy ciężarkami bez kolców. Swój arsenał ciężarkowy uzupełniamy przed zawodami o zestaw ciężarków fluo. Większość ekip ich używa - nawet w trakcie dnia. Duże ciężary są niepotrzebne. Wszak łowimy „pod nogami”. „Ciapiemy” zestawy na hakach nr 4 Kamasan do wody. Łowimy na przypływie. Padają pierwsze ryby. Jest dobrze. Pojawia się coraz więcej ryb. Ściemnia się a ty idziesz z całym dobytkiem. Tym razem do góry, w kierunku wydm, bo morze napiera, a stan wody się podnosi. Inaczej niż wczoraj! Ryby na chwile znikają i przenoszą się dalej. Pojawia się cholerny uciąg, bo wody zaczyna przybywać. 180 gram z kolcami fruwa po piaskowym dnie z szybkością porche. Rzucasz, kotwiczysz—2 minuty- jazda z szybkością wodospadu na stanowisko sąsiada. Wszak to tylko 20 metrów!200 gram z tą samą skutecznością. Tak czy owak, trzeba rzucać dalej i ryzykować, bo ryby są dalej. Z uciągiem i ruchem wody, przychodzą trochę większe ryby. Szczęśliwcy łapią rekinki. Nieliczni. Reszta musi zadowolić się fląderkami i witlinkami, które wraz z nasileniem się fali przypływu, przychodzą coraz bliżej brzegu. Dzisiaj jest chyba lepiej? 6, 12, 14, 16 miejsca sektorowe. Piętnaste miejsce drużyny dzisiaj! Lekcja odrobiona poprawnie.  RPA i mistrzowie świata Belgowie za nami! W generalce przesuwamy się o jedna pozycję do góry! Progres cieszy. Czekamy z niecierpliwością na kolejny dzień!
Dzień szósty-środa, 16 listopad
Łowienie zaczynamy od godziny 12, na plaży Kilgorman, oddalonej 55 kilometrów na północ od Wexford. Zawody potrwają do 16. Łowimy na odpływie. Zasada jest taka, że na odpływie ryba, która początkowo jest przy brzegu, zaczyna przemieszczać się w strefę dalej od brzegu. Umiejętność lokalizacji ryby i wstrzelenie się w czas jej przemieszczania, jest kluczowy. Wyniki dzisiejszej sesji, pokazują bardzo dużą nierówność stanowisk. Część sektorów nie łowi. Bądź łowi ich lewa bądź prawa strona. Nie masz szczęścia dzisiaj, to nie połowisz! Dzisiaj po prostu „wyszedłem z siebie” i stanąłem obok...jednej miarowej 33 centymetrowej flądry i niemiarowego witlinka. Wiem, że nie byłem jedynym a byli i tacy, co nie złowili po prostu nic! Robisz wszystko poprawnie i coś nie działa. Ale gdy nie ma ryb tak już jest.
Sytuacja Holendrów i ich dzisiejsze wyniki obrazują to najlepiej. My w sektorach odpowiednio: 5, 13, 14, 17, 18. Zespołowo na 15 pozycji. Przed nami na 14 Niemcy, a za nami Holendrzy! To niesamowita niespodzianka. Przed ostatnim dniem Mistrzostw na prowadzeniu są Anglicy przed Irlandczykami. Przewaga Anglików wydaje się dosyć spora. Zobaczymy, co przyniesie jutrzejszy dzień.
Dzień siódmy – czwartek, 17 listopad
Dzisiaj ostatni dzień rywalizacji na plaży Ballinesker North położonej 12km od Wexford. Znaczne ochłodzenie i silny dokuczliwy boczny wiatr. To jest to, co doskwiera nam najbardziej. Oprócz tego niektórzy muszą dojść na swoje stanowiska odległe o niemal 2 kilometry. Łowimy na odpływie. Start o godzinie 12. Po 15 minutach dokładnie widać gdzie są ryby, a gdzie nie. Więc dzisiaj znowu szczęście w losowaniu było bardzo istotne. Biorą głownie fląderki i witlinki. Gdzieniegdzie pojawiają się małe basy. Zwłaszcza na odcinkach plaży, na której są blisko klify wydm, z których spływa woda z cząstkami pokarmowymi prosto do morza. Takie miejsca były tylko w sektorze E. Nasz team walczy dzielnie. Pod koniec sesji, udaje się dołowić kilka ryb, które dają odpowiednio: 7, 8,11, 14 i 17 miejsca sektorowe. Zespołowo kończymy na 13 miejscu! Za nami min. Belgowie i Holendrzy! To był zdaje się najlepszy polski dzień na tych mistrzostwach, choć stanowiska były wyjątkowo wybiórcze. O sukcesie zadecydowały flądry i basy poławiane dzisiaj najliczniej.
Ostatni dzień mistrzostw, to także zażarta rywalizacja o pierwsze miejsce, pomiędzy Anglikami i Irlandczykami. Irlandczycy mieli więcej szczęścia i wykazali się większym kunsztem wędkarskim. To, co 2 zawodników Irlandzkich zrobiło w ostatnich 2 godzinach zawodów, to był majstersztyk. Miałem przyjemność obserwowania rywalizacji za plecami Irlandczyków, i to jak Irlandczycy „wyłuskiwali” flądry spod brzegu, zostanie mi na długo w pamięci.
Na zakończenie tej sesji udało się namówić naszych kolegów z Irlandii na wspólne zdjęcie, bowiem mieliśmy przeczucie, iż to właśnie oni, a nie Anglicy, zostaną mistrzami świata. I tak też się stało!
Dzień ósmy – piątek, 18 listopad
Choć piątek był wolny od zajęć sportowych, postanowiliśmy wykorzystać okazję do tego, żeby pojechać na jedną z popularniejszych tutaj plaż i zmierzyć się z większymi rybami.
Wczesna, poranna pobudka i wyjazd na plażę Blackwater, położoną około 15 kilometrów na północ od Wexford. Odgrażamy się, że dzisiaj nastawiamy się naprawdę na duże ryby. Łowienie zaczynamy na maksymalnym przypływie. Do wody wędrują zestawy z naprawdę sporymi „batonami”. Czekamy z niecierpliwością. Dużych ryb niestety nie ma.
Nad wodę zajeżdża starszy jegomość z psem. Żartuje, że z dużych ryb to tutaj łapie się tylko ..duże wieloryby.
Największą zdobyczą okazał się niemalże pies jegomościa, który z nieukrywanym smakiem zajadał „batona” jednego z moich przygotowanych do łowienia zestawów. To byłby mega połow! Panowie śmieją się, że wziął na pomarańczową kulkę, która założyłem w trakcie desperacji brakiem spodziewanych brań.
Połów kończymy złapaniem kilku soli i fląder. Bez szału.
Jesteśmy zawiedzeni, że Irlandia to jednak nie taki wędkarski raj, jaki nam się wydawało, a większość informacji i danych jest po prostu przereklamowanych.
Duże ryby- jak się okazuje- na wschodnim wybrzeżu zdarzają się, ale głównie z połowu z łódek i w określonych porach roku.
Presja wędkarska zrobiła jednak swoje i widać, że Irlandia ma duży problem z populacją basa, która zmniejszyła się, zarówno liczebnie jak i rozmiarowo. Stąd zakrojony na szeroką skalę, program odbudowy populacji basa, znaczenie ryb, (które także towarzyszyło nam także na zawodach) jak także wyjątkowo ostrożne- graniczące z namaszczeniem i psychozą- obchodzenie się z każdą sztuką złowionego labraksa.
Po południu wracamy do naszej bazy i szykujemy się do oficjalnej kolacji w hotelu Clayton, na której zostaną odznaczeni najlepsi zawodnicy i najlepsze zespoły.
Zwyciężają Irlandczycy przed Anglikami i Hiszpanami. Indywidualnie na pierwszych 2 miejscach dwaj Irlandczycy. Na trzeciej pozycji Portugalczyk. W konkurencji kobiet zwycięża zespół Irlandii przed Chorwacją i Holandią. Indywidualnie na 1 miejscu jest zawodniczka z RPA. 2 i 3 pozycja dla Irlandek. Widać, że gospodarze wspaniale wykorzystali znajomość wody, plaż i panujące zwyczaje ryb.
Atmosfera całego spotkania jest wspaniała, kolacja wyśmienita, a po ceremonii wręczenia nagród, wszystkie zespoły odwiedzają się wzajemnie przy stolikach, rozmawiając, wymieniając się gadżetami, przynosząc prezenty, będące wizytówką danego kraju. Rozmawiamy sporo z naszymi kolegami z innych ekip. Jest czas na zrobienie wspólnych zdjęć.
Dzień dziewiąty – sobota, 18 listopad
Ostatni dzień przed wylotem do Polski spędzamy na odpoczynku. Dzisiaj rano nasz sprzęt wędkarski pojechał do Polski z 2 naszymi kolegami, więc nie mamy możliwości spędzić kolejnego dnia na rybach. Postanawiamy ruszyć do Waterford- miejscowości położonej około 60km na zachód od Wexford. Odwiedzamy największy sklep wędkarski w okolicy i spacerujemy po uroczym miasteczku wzbudzając zainteresowanie przechodniów. Zdarza się, że jadący ulicą samochody trąbią na nas, co świadczy o tym, iż cały region obserwował bacznie wydarzenia na plaży!
Podsumowanie
W rozmowach zespołowych mamy nieodparte odczucie, że polski zespół pozostawił po sobie dobre wrażenie na pierwszych w historii polskiego wędkarstwa plażowego, mistrzostwach świata.
To były wspaniałe doświadczenia, które z pewnością zaowocują w przyszłości. Ci z nas, którzy w danym dniu z różnych przyczyn nie łowili – czy tez w ogóle nie mieli szansy na łowienie- pomagali z największym zaangażowaniem swoim kolegom, dzielili się swoimi spostrzeżeniami oraz pomagali w konstruowaniu najlepiej łownych zestawów.
Ta wspólna praca zaowocowała tym, iż każdy kolejny dzień rywalizacji, był lepszy od poprzedniego i gdyby Polski zespół, zaczynał rywalizację z wiedzą nagromadzoną do ostatniego dnia, wynik z pewnością byłby lepszy.
Tak, więc w pewnym sensie pozostaje pewien niedosyt, który będzie najlepszym akumulatorem do działania w przygotowaniu do kolejnych – miejmy nadzieję - mistrzostw świata.
Wyniki sportowe nie biorą się, bowiem znikąd. Są efektem wieloletniej, ciężkiej pracy i wypracowaniem własnej szkoły wędkarskiej. Myślę, że taka szkoła się rodzi, ale potrzeba więcej czasu oraz międzynarodowych doświadczeń, żeby zaczęło to procentować. Na pewno nie stanie się to za miesiąc, rok czy dwa. Ale wszyscy będziemy nad tym pracować i przekazywać wszystkie zdobyte doświadczenia naszym kolegom, wędkarzom plażowym, którzy dzielnie wspierali nas dobrym słowem i otuchą w czasie trwania mistrzostw.
Ze słowa wsparcia, otuchy, telefony, smsy serdecznie dziękujemy!
O wartości sportu decyduje umiejętność podniesienia ciężaru wyniku bez względu, jaki jest. Bowiem ciężar zwycięstwa jest zdecydowanie łatwiejszy do uniesienia.
Wiem, że każdy z nas, wędkarzy mający zaszczyt reprezentowania naszego kraju na tych mistrzostwach, dał z siebie wszystko i wspólnie będziemy pracować nad tym, żeby być jeszcze lepszymi wędkarzami, bo widać, że od czołówki światowej dzieli nas jeszcze zbyt wiele.
Na koniec należy wspomnieć, że jest jedna z nieoficjalnych klasyfikacji, w której na pewno zwyciężyliśmy. To oprawa zdjęciowa całej imprezy. Całą imprezę filmowali nasi koledzy Marcin oraz Arek a zdjęcia (3 tysiące!) wykonane przez Marcina ozdobiły stronę Kady Narodowej na facebooku a także były przesyłane na bieżąco do szefów FIPS-M gdzie zostały umieszczane na stronie głównej!
Należy także wspomnieć, iż za plecami zawodników rozgrywała się osobna walka. Sztaby trenerskie, pracowały w pocie czoła nad obserwacją i przekazywaniem wszelkich informacji swoim zawodnikom przy użyciu najnowocześniejszego sprzętu.
Każdy w sektorze był bacznie obserwowany, a informacje za pomocą radiotelefonów, były przekazywanie pomiędzy sektorami lotem błyskawicy. Każdy z czołowych zawodników dokładnie wiedział, co się dzieje w danej chwili, kto, na co łowi i gdzie. Najlepsi byli stale nakręcani na kamerach, tak, aby po zawodach przeprowadzić dokładną analizę.  
Trenerzy wchodzili na stanowiska swoich zawodników i motywowali ich do większej pracy i wysiłku. Pokrzykiwaniom i motywacji nie było końca. Wyniki z każdej godziny, sztaby trenerskie na bieżąco przekazywały wszystkim swoim zawodnikom. Każdy dokładnie wiedział, co musi zrobić, aby podnieść pozycję zespołu i ile ryb ma złowić.
Nie wszyscy walczyli czysto – tak jak zwykle w przypadku walki o duża stawkę. Ci byli upominani przez sędziów, ale stosunkowo rzadko.
Na koniec należy wspomnieć kilka słów o organizacji zawodów. Generalnie wszystko odbyło się bez większych zastrzeżeń. Jednakowoż mam wrażenie, że sędziowie sektorowi za mało przykładali się do obserwacji techniki połowu wszystkich zawodników, skupiali się tylko na pomiarach złowionych ryb. Brakowało też dokładniejszej kontroli zestawów czy też sprzętu, co wydawać by się mogło niezbędnym na zawodach tej rangi. Przeprowadzano tylko wyrywkowe kontrole.
Zawody -o czym nie wspomniałem wcześniej- przeprowadzono w całości na żywej rybie. Wydaje się to jedynym słusznym standardem w przypadku organizacji zawodów w przyszłości.
Jako członkowie FIPS-M powinniśmy dążyć, aby wszystkie zawody w Polce miały właśnie taki charakter- z wiadomych przyczyn.
Także powinniśmy dążyć do tego, żeby przepisy FIPS-M były w całości zaimplementowane w polskie prawodawstwo, a także przepisy regulujące organizację wędkarskiego sportu plażowego.

Załączone zdjęcia wykonywane i obrabiane z taką pieczołowitością przez Marcina, niech staną się nasza wspólną pamiątką tych wspaniałych, historycznych zawodów i wszelkich pozytywnych emocji, które się z nimi wiążą. Na koniec chciałbym serdecznie podziękować wszystkim kolegom z kadry oraz trenerowi, z którymi miałem przyjemność spędzić kawał wspaniałego czasu i dzielić wspólnie emocje.

Do zobaczenia na plaży!
Tekst. jaw.esox

Zdjęcia. Marcin Kulczyk

Skład Kadry Polskiej (łowiący): Stanisław Szymański, Leszek Sobota, Rafał Pionk, Piotr Pietrzyk, Rafał Udziela, Andrzej Jaworek
Członkowie Kadry Polskiej obecni na Mistrzostwach świata (niełowiący): Marcin Kulczyk, Arkadiusz Kąkol, Przemysław Zalisz
Kapitan ekipy: Rafał Udziela
Trener Kadry: Jerzy Bajer

Szczegółowe - wyniki zawodników oraz wyniki zawodów na stronie FIPS-M
http://www.fips-m.org/

Link do strony Kadry narodowej na facebooku
https://www.facebook.com/Kadra-Narodowa-PZW-Surfcasting-211885895914126/

Link do oryginalnego biuletynu mistrzostw prezentujący program, plaże, zespoły, sponsorów etc
http://www.ifsa.ie/world-shore-angling-2016-previewbrochure/

 

 

ZOBACZ FOTORELACJĘ

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Ta strona wykorzystuje pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach statystycznych. Korzystając z tej strony bez zmiany ustawien przeglądarki będą one zapisane w pamięci urządzenia. Aby dowiedziec sie więcej, w tym jak zarzadzac plikami cookies - kliknij.

Akceptujesz pliki cookies na tej stronie.

EU Cookie Directive Module Information